Ciało, które pamięta – logika, która zapomina

Siedzę na kuchennym blacie, bo fotel się zepsuł, a właściwie to ja się zepsułem – nie w sensie dramatycznym, tylko w tym zwykłym, codziennym, kiedy brakuje już siły na kręcenie śrubokrętem po nocach. Stawiam stopy na krześle, żeby nie dotykały zimnej podłogi, i wtedy czuję, jak ciepło z ud spływa w dół, najpierw do kolan, potem do łydek, jakby w moim ciele przesuwał się równik wędrujący w stronę południa. Ta fala jest bardziej prawdziwa niż jakikolwiek wykres, bo logika zauważyłaby jedynie liczbę 36,6, dopisałaby „norma” i poszłaby dalej. A ciało mówi: „mam Cię, jesteś mój, nie oddam Cię żadnemu raportowi”.

Kiedy byłem mały, brakowało mi głosu dorosłych, więc czytałem ściany. Zacieki układały się w mapy, pęknięcia w teksty, a świat w mojej głowie miał sens nawet wtedy, kiedy jego dorosła wersja nie zamierzała go mieć. Nauczycielka pytała, czemu patrzę w sufit zamiast na tablicę, a ja nie potrafiłem wyjaśnić, że sufit kłamał mniej. Dzisiaj, gdy słyszę: „proszę opanować emocje”, widzę ten sam sufit – tylko że w nowszej, laminowanej odsłonie.

Z czasem dorosłem i zrobiłem się „za dużo”: za dużo książek, za dużo pytań, za dużo smaku. Ludzie patrzą tak, jakby wchodził ktoś z nadmuchanym plecakiem i zajmował dwa miejsca naraz, choć plecak jest pusty – to tylko powietrze, które czuję, a oni nie.

Logika – ta codzienna, urzędowa, – lubi pudełka, bo pudełko sprawia wrażenie porządku. Wrzuca Cię do szuflady, przykleja etykietkę, zamyka i idzie zrobić sobie kawę. A Ty zostajesz między kartonowymi ścianami, z sercem, które nie mieści się w środku, bo bije zbyt mocno jak na jedną kategorię.

I dlatego wracam do ciała, ono jeszcze nie zdążyło skłamać. Kiedy dotykam kory drzewa, nie myślę o gatunkach, nie analizuję struktury – czuję jedynie, że drzewo trzyma mnie za rękę, a moje palce wchodzą w jego szczeliny jak w długi uścisk, który nie potrzebuje komentarza. To doświadczenie nie wymaga aplikacji, hashtagów ani terapii – wymaga tylko tego, żeby pozwolić sobie czuć, zanim odezwie się głos świata, który liczy, klasyfikuje i optymalizuje.

Może na tym polega codzienna rewolucja: nie na szukaniu wspólnoty, która zrozumie, lecz na tyn by nie pozwolić zrobić z siebie plik PDF, który można szybko przejrzeć. Bo czucie, choć miękkie i intymne, jest aktem oporu wobec świata, który zgubił cierpliwość do ludzi o pełnym wnętrzu.

Więc siedzę dalej na blacie, stopy na krześle, patrzę na ścianę, która już nie czyta mi bajek, ale przynajmniej nie pyta o hasło ani kod weryfikacyjny. I to wystarcza, żeby pamiętać: jeszcze żyję, jeszcze czuję, jeszcze nie stałem się zapisem na dysku.

A jeśli Ty też masz moment, kiedy oddychasz razem z czymś większym niż Ty, choćby przez sekundę, to zostań przy tym oddechu. Nawet jeśli nikt inny go nie zauważy, jest wciąż Twój i wciąż prawdziwy. To jest majątek, którego nie wyceni żadna waluta, nie powtórzy żaden algorytm i nie sprzeda żaden influencer.

I to wystarcza.

Scroll to Top