Głód autentyczności w epoce przeciętności

Posłuchaj 🎧

W świecie, w którym przeciętność stała się normą, łatwo stracić kontakt z tym, co prawdziwe. Ten tekst nie podaje gotowych odpowiedzi ani instrukcji – jest zaproszeniem do doświadczenia własnej wrażliwości, gniewu i samotności jako sygnałów życia. To próba wejścia w napięcie między tym, co jest, a tym, co mogłoby być, i spojrzenia na autentyczność jako ruch, a nie punkt docelowy.

Patrzę na świat i… coś nie zgadza się od razu, zanim jeszcze pomyślę. Ludzie chcieliby, a nie potrafią. Starają się, a nie dają rady. Gesty, rozmowy – pozbawione ciężaru prawdy, odsłaniające rytm obcości, jakby świat był sceną, a my aktorami, którzy nie pamiętają swoich ról. Nie szukam piedestału. Nie chcę być wyższy, nie chcę poklasków. Chcę tylko poczuć, że to, co tu jest, jest prawdziwe. Wystarczające. Żywe.

Gniew? Tak. Jest, choć nie tak, jak mówią książki. Nie rodzi się w pięknych zdaniach, nie władam nimi. Gniew, kiedy słyszę frazesy, gotowe odpowiedzi, recykling myśli, które ktoś kiedyś przeczytał i teraz powtarza jak mantrę, nie sprawdzając, czy w ogóle w nią wierzy. On wyskakuje, przerywa zdanie, kończy je za wcześnie, zostawia niedopowiedzenie, wibrujące. Gniewam się, bo widzę, że świat funkcjonuje na minimum, że adaptacja jest wartością wyższą niż treść, że „jakby” i „ponoć” stały się standardem. Może to tylko sposób, w jaki inni radzą sobie z tym, co ich przerasta. Może to jest ich pełnia.

Samotność… nie romantyczna, nie ta z książek, gdzie samotny geniusz cierpi w milczeniu, a potem tworzy arcydzieło. Nie. Samotność, która jest tylko brakiem. Brakiem kogoś, kto by zrozumiał, kto by nie potrzebował tłumaczenia, kto by nie patrzył na ciebie jak na zbyt skomplikowanego, zbyt wymagającego, zbyt intensywnego. Ludzie chcą prostoty. Chcą, żebyś był przewidywalny, żebyś się mieścił w ramach, które rozumieją. A kiedy nie pasujesz, kiedy zadajesz pytania, na które nie ma łatwych odpowiedzi, kiedy nie zgadzasz się na kompromis, który wszyscy zaakceptowali – zostajesz sam. Największą samotnością nie jest brak innych, tylko obecność tych, którzy cię nie widzą, a tłum jest formą pustki, a pustka bywa formą wolności.

To nie jest brak ludzi. To pytanie: czy cokolwiek z tego, co nazywam autentycznością, w ogóle może istnieć wspólnie? Czy to, co widzę w sobie, jest czymś niezależnym od oczekiwań innych, czy tylko kolejną projekcją? Czasem mam wrażenie, że szukam czegoś, co nie istnieje. Ale w tej pustce pojawia się coś – fragmenty prawdy, momenty, które się zdarzają i znikają, i nie mogę ich zatrzymać.

Może powinienem odpuścić, przestać wymagać, przestać szukać. Ale jak mam przestać szukać, skoro to jedyne, co mam? Jak mam przestać wymagać, skoro to jedyne, co powstrzymuje mnie przed poddaniem się? Jak mam odpuścić, skoro odpuszczenie oznacza zgodę na życie, które czuję jako fałsz?

Przeciętność… czy to moja ocena, czy rzeczywistość większości? Widzę gesty „wystarczające”, „bezpieczne”, „jakby”, i chcę w nie uderzyć, choć wiem, że to byłoby głupie. To jest ich rytm, ich sposób przetrwania. A ja stoję tu z własnym rytmem jakości, potrzebą ciągłego doskonalenia, wpatrując się w moje Wabi-sabi, i to tarcie boli. I tak rodzi się gniew, mieszanka złości, rozczarowania, zmęczenia. Nie dlatego, że są źli, tylko dlatego, że żyjemy w różnych trybach, odległych wymiarach świadomości.

Nie chcę, żeby ktoś wyszedł z tego tekstu z gotową prawdą. Chcę, żeby poczuł ruch myśli – nagłe zwroty, zaskoczenia i przerwy. Tak jak gniew, samotność i głód autentyczności nie są wygładzone. One przychodzą, zrywają zdanie, zostawiają niedopowiedzenia. Bo czasem prawda nie ma kształtu.

I gniew, który jest paliwem… może jest. Ale czasem paliwo się wypala. Co wtedy? Co, jeśli gniew nie prowadzi do twórczości, tylko do izolacji? Co, jeśli autentyczność, którą nosimy, staje się więzieniem? Nie wiem. Nie chcę wiedzieć. Chcę czuć napięcie między tym, co mogłoby być, a tym, co jest. Chcę żyć w tym napięciu. Chcę pozwolić mu rozbrzmiewać.

Być w zgodzie z sobą nie oznacza zwycięstwa. Oznacza tylko obecność w ruchu, w tym chaosie, w tej epoce przeciętności, w tym świecie „jakby”, „ponoć”. A może właśnie w tym ruchu, w tej niepewności, w tym gniewie i w tej samotności, kryje się coś, co można nazwać autentycznością, prawdą o sobie, a nie o świecie.

Nie wiem, naprawdę nie wiem. Wiem, że pozostanę na mojej ścieżce poznania. W epoce, która za wszelką cenę chce być zrozumiana, niezrozumiany jest może bliżej prawdy niż wszyscy, którzy ją głośno obwieszczają. Tylko to arystotelesowskie „Omnes homines scire desiderant.” — ‚wszystkim ludziom wrodzone jest pragnienie poznania’, zdaje się „jakby” przestało być prawdą.

Scroll to Top