posłuchaj 🎧
Są ludzie, którzy przez całe życie noszą w sobie ciche pytanie: „Dlaczego ja nie nadążam?”. Uczyli się, pracowali, próbowali funkcjonować jak inni, a jednak coś w mechanizmie reaguje z opóźnieniem, zbyt gwałtownie albo wcale. Myśl się urywa. Koncentracja pęka jak cienki lód. Emocje wystrzeliwują bez ostrzeżenia. Pojawia się wstyd – subtelny, przewlekły, wgryzający się w tożsamość. I wtedy rodzi się najgroźniejsza interpretacja: ze mną jest coś nie tak.

A może problem nie leży w „tobie”, lecz w historii twojego mózgu.
Dzieciństwo bywa biologicznie dramatyczne. zapalenie opon mózgowych potrafi zostawić po sobie ślad nie tylko w dokumentacji medycznej, ale w sposobie, w jaki sieci neuronalne łączą się i synchronizują. wstrząśnienie mózgu – zwłaszcza powtarzane – zmienia mikrostrukturę istoty białej, subtelnie rozregulowując tempo przekazywania informacji. Mózg dziecka jest plastyczny, to prawda, ale plastyczność nie oznacza magicznego wymazania urazu. Oznacza raczej adaptację. A adaptacja bywa kompromisem. Jeśli jakaś ścieżka przewodzenia działa wolniej, organizm buduje objazdy. Objazdy działają, lecz zużywają więcej energii. Dorosły człowiek z taką historią często żyje na neurologicznym „wyższym spalaniu”.
Z zewnątrz wszystko może wyglądać poprawnie. Iloraz inteligencji w normie. Brak ewidentnych deficytów. A jednak w sytuacjach stresu pojawia się chaos: trudność w planowaniu, impulsywność, wybuchy gniewu, dziwne „odcięcia”. Jednym z najbardziej niedocenianych zjawisk jest padaczka płata czołowego. Nie zawsze oznacza ona spektakularne drgawki. Czasem to kilkusekundowe epizody dezorganizacji, nagłe zmiany zachowania, impulsy, których człowiek później nie rozumie. Bywa mylona z zaburzeniami osobowości, z „trudnym charakterem”, z lenistwem. A to może być kwestia bioelektrycznej burzy w obszarze odpowiedzialnym za hamowanie i planowanie.
Jeśli przez lata nikt nie łączy faktów, człowiek zaczyna radzić sobie sam. Alkohol uspokaja nadreaktywne ciało migdałowate. Cukier podnosi dopaminę w mózgu, który desperacko szuka skupienia. Nikotyna porządkuje uwagę. To nie jest moralna słabość – to prymitywna neurochemiczna autoterapia. Nadużywanie substancji bywa próbą regulacji układu nerwowego, który nigdy nie dostał właściwego wsparcia. Problem w tym, że takie strategie działają krótkoterminowo, a długoterminowo pogłębiają rozregulowanie.
Kiedy mówimy „to nie ty jesteś problemem, to twój mózg ma problem”, nie chodzi o zrzucenie odpowiedzialności. Chodzi o precyzję. Jeśli silnik ma mikrouszkodzenie, kierowca może być najlepszy na świecie, a i tak samochód będzie gasł na skrzyżowaniach. Wstyd nie naprawi układu zapłonowego. Potrzebna jest diagnostyka. W przypadku mózgu oznacza to czasem EEG z próbą snu, czasem rezonans, czasem pogłębioną neuropsychologię. Czasem wystarczy uważny neurolog, który zada właściwe pytanie: „Czy w dzieciństwie było coś, co mogło wpłynąć na rozwój układu nerwowego?”.
Holistyczne spojrzenie nie polega na negowaniu medycyny ani na redukowaniu człowieka do neuronów. Polega na połączeniu biologii z biografią. Mózg jest organem, ale zanurzonym w historii doświadczeń. Jeśli dziecko przechodzi poważną infekcję neurologiczną, a potem dorasta w środowisku wysokiego stresu, efekt się kumuluje. Układ nerwowy, który już pracuje na granicy, dostaje kolejne obciążenie. W dorosłości objawia się to jako „trudny charakter” albo „brak dyscypliny”. Tymczasem może to być przewlekła walka o równowagę pobudzenia.
Nie chodzi o to, by każdy, kto ma problem z koncentracją, szukał u siebie padaczki. Chodzi o zmianę perspektywy. Zamiast pytać: „Co jest ze mną nie tak?”, warto czasem zapytać: „Co wydarzyło się mojemu mózgowi?”. Ta zmiana pytania bywa początkiem ulgi. Bo jeśli przyczyną jest częściowo neurobiologia, pojawia się przestrzeń na realne działania: farmakoterapia, neurorehabilitacja, trening funkcji wykonawczych, higiena snu, stabilizacja glikemii, redukcja alkoholu. To nie są spektakularne rozwiązania. To kaizen dla układu nerwowego – małe, konsekwentne korekty.
{Kaizen – japońska filozofia ciągłego doskonalenia, która zakłada wprowadzanie małych, systematycznych zmian w codziennym działaniu, aby stopniowo poprawiać efektywność, jakość życia lub procesy, zamiast polegać na gwałtownych, radykalnych transformacjach.}
Największą tragedią bywa nie sam mikrouraz, lecz lata życia w przekonaniu, że jest się wadliwym człowiekiem. Mózg może mieć bliznę. Sieci neuronalne mogą przewodzić sygnał z lekkim opóźnieniem. To fakt biologiczny, nie moralny. Kiedy zaczynamy widzieć różnicę między tożsamością a funkcjonowaniem organu, wraca godność. Człowiek przestaje walczyć z samym sobą, a zaczyna współpracować z własnym układem nerwowym.
I paradoksalnie dopiero wtedy pojawia się odpowiedzialność w dojrzałej formie. Nie jako samobiczowanie, lecz jako decyzja: skoro wiem, że mój mózg przeszedł swoje, będę traktował go poważnie. Zbadam o niego. Zrozumiem jego ograniczenia. Dostosuję środowisko. Ograniczę to, co go rozregulowuje. Wzmocnię to, co go stabilizuje.
Człowiek nie jest błędem. Czasem błąd jest w maszynie, która przez lata pracowała bez przeglądu. A maszyny, nawet te najbardziej złożone, da się regulować – pod warunkiem że przestaniemy je obwiniać za to, że działają zgodnie z fizyką.


