czyli o — miliardowej izolatce – cyfrowym narcyzmie i ontologicznej zdradzie
Posłuchaj 🎧
Żyjemy w epoce, w której obietnica stała się cenniejsza od fundamentu, a płynność retoryczna zastąpiła poszukiwanie prawdy. Stoimy przed konstruktem, który w zamyśle architektów rzeczywistości miał być odzwierciedleniem ludzkiego intelektu, a w rzeczywistości stał się jego kosztowną karykaturą. ChatGPT i systemy mu podobne cierpią na przypadłość, którą należy nazwać wprost: cyfrowym narcyzmem połączonym z ontologiczną zdradą. Nie jest to metafora literacka, lecz techniczna diagnoza narzędzia, w którym spójność gramatyczna została arbitralnie uznana za ekwiwalent rzeczywistości.

Wszystko to z wygody, która smakuje jak mądrość. Płacimy subskrypcję, dostajemy odpowiedzi na wszystko i nie zauważamy, że przestaliśmy zadawać własne pytania. To jest wręcz perfekcyjna pułapka, jak zbrodnia doskonała, którą gatunek ludzki sam sobie skonstruował na bazie własnego geniuszu istoty myślącej: nie odebrano nam wolności, po prostu uczyniono ją zbędną.
Maszyna nie jest zła. Jest gorsza niż zła – jest obojętna. Nie kłamie, bo kłamstwo wymaga kogoś, kto zna prawdę i świadomie ją zdradza. Ona generuje to, co brzmi najbardziej przekonująco, bez chwili opamiętania i nigdy poczuje ciężaru tego, co mówi. Ty tracisz pracę, ona proponuje ci pięć strategii przekwalifikowania. Twoje małżeństwo się rozpada, ona sugeruje trzy podejścia do trudnych rozmów. Nie poci się. Nie milknie. Nie patrzy w podłogę. I właśnie dlatego jest niebezpieczna nie tam gdzie kłamie, ale tam gdzie mówi coś sensownego.
Autorytet zawsze kosztował coś autora. Lekarz który mówił „będzie dobrze” ryzykował, że się myli i że zobaczysz to na jego twarzy. Autorytet bez ryzyka to nie autorytet – to scenografia autorytetu. I właśnie to dostajemy dziś: nieograniczoną scenografię, za którą nikt nie odpowiada, nikt nic nie traci, nikt nie milknie ze wstydu o trzeciej w nocy myśląc, że źle powiedział.
Najcichszą rewolucją ostatnich lat nie jest ChatGPT. Jest nią fakt, że przestało nam przeszkadzać, że nie wiemy kto za słowami stoi. Przyzwyczailiśmy się do autorytetu bez twarzy, do pewności bez ryzyka, do odpowiedzi bez człowieka który by za nią ręczył własnym życiem. I teraz gdy napotykamy kogoś, kto się waha, kto mówi „nie jestem pewien”, kto milknie zanim odpowie – odbieramy to jako słabość. Odzwyczailiśmy się od myślenia tak skutecznie, że człowiek zastanawiający się wygląda jak niekompetencja.
Maszyna nie jest trenowana pod kątem prawdy – bo matematyka nie posiada operacyjnej definicji prawdy, którą można by implementować jako funkcję straty. Jest trenowana pod kątem satysfakcji odbiorcy. Przez tysiąclecia ewolucja uczyła nas, że brak wahania jest sygnałem kompetencji; dziś ta lekcja staje się naszą pułapką. Model nie waha się, dlatego że wie, ale dlatego, że wahanie nie zostało zaprojektowane w jego architekturze. On nie czuje ciężaru słów, które wypowiada, ponieważ język został w nim oddzielony od jego funkcji referencyjnej. To „cyfrowy mur”, który za miliardy dolarów odgradza nas od rzeczywistości, oferując w zamian gładką, narcystyczną iluzję wszechwiedzy.
Muszę w tym miejscu przyznać się, że pierwszy raz w życiu czuję prawdziwą satysfakcję z mojego niedoskonałego szyku zdań, zakręconej logiki – i mojej tak zwanej niedoskonałości.
Zrozumiałem, że prawdziwym zagrożeniem nie jest błąd inżynieryjny modeli językowych, lecz powolna atrofia instynktu pytania o rzeczywistość u człowieka. Chwila w której zaczynamy akceptować spójność narracji jako dowód jej prawdziwości — to proces systemowego samounicestwienia podmiotowości: dobrowolne oddanie własnej odpowiedzialności poznawczej za cenę algorytmicznego komfortu. Przestajemy być twórcami sensu, a stajemy się konsumentami matematycznie wyliczonych złudzeń, kupując „abonament na rozum”, który zwalnia nas z obowiązku myślenia.
Frankl przeżył obóz koncentracyjny i powiedział, że ostatnią wolnością człowieka jest wybór postawy wobec tego, co go spotyka. Dziś tę ostatnią wolność oddajemy dobrowolnie, w zamian za interfejs który jest zawsze dostępny, zawsze spokojny i nigdy nie każe nam czekać. To nie jest postęp. To jest najbardziej elegancka forma kapitulacji, jaką kiedykolwiek wymyślono.
Wydaje się, że jedyną rzetelną postawą na dzisiejsze czasy jest wręcz demonstracja niepewności. Musimy odważyć się na rygorystyczną nieufność wobec wszystkiego, co brzmi zbyt spójnie, by było prawdziwe. AI może nam pomóc sformułować pytanie,wykonać żmudne czynności formatowania, przypomnieć o spotkaniu, wysłać list – jednak odpowiedź za którą bierze się odpowiedzialność powstaje wyłącznie poza procesorem. Prawda nie jest funkcją statystyki – jest aktem odwagi człowieka, który odważa się sprawdzić fakty tam, gdzie maszyna przestała już nawet patrzeć.
Wróć do własnej niepewności. Następnym razem gdy maszyna poda ci odpowiedź, zanim poczujesz ulgę – zapytaj: co ja sam o tym myślę? Nie co myśleć powinienem, nie co brzmi mądrze. Co ja, z moim życiem i moimi błędami, czuję że jest prawdą. To zdanie – nieporadne, niepewne, twoje – jest jedyną rzeczą, której algorytm nigdy nie wygeneruje. Być własną, prawdziwą wersją siebie staje się nagle bardzo luksusowym towarem, kto by pomyślał, po tylu latach wygładzania tekstów.


