🎧 Normalna nienormalność: codzienność, która rani

W codziennym tłumie, na ulicy, w sklepie, w tramwaju, w pracy czy wśród przyjaciół, rozgrywa się coś, czego większość z nas nawet nie zauważa. To nie wielkie dramaty, nie spektakularne krzywdy – to drobne gesty, słowa, spojrzenia, które powoli zatruwają relacje, poczucie wartości i nasze bezpieczeństwo emocjonalne. Normalna nienormalność – rany bez siniaków, przewlekłe i ciche.

Znasz to?: prosisz w sklepie o pokrojenie szynki cieńej. Sprzedawczyni patrzy na ciebie z pogardą, nie mówi ani słowa, a ty czujesz się pomniejszony. W tramwaju ktoś szturcha cię łokciem i nie przeprasza. W pracy koleżanka komentuje twój pomysł sarkastycznie, reszta grupy się śmieje. W saunie grupa mężczyzn opowiada rasistowskie kawały i żarty o blondynkach. Robią to głośno, swobodnie, bez cienia zażenowania. Ty siedzisz obok, a oni wiedzą, że tam jesteś. W urzędzie urzędnik patrzy na ciebie tak, jakbyś był intruzem. Kierowcy wybuchający agresją, bo w jego świecie nikt nie ma prawa zwolnić tempa, czy zmieniać pasa ruchu. Wszystko to codzienne sceny, pozornie drobne, a jednak raniące.

Najbardziej dramatyczny jest brak świadomości sprawcy. Zagorzały katolik swobodnie opowiada w gronie znajomych antysemickie dowcipy, młody „ekoterrorysta” potępia poprzednie pokolenia za zbrodnie przeciw planecie, nie dostrzegając własnej konsumpcji, która pochłania setki gigawatogodzin energii. To mechanizm, który psychologia określa jako projekcję własnych napięć – wskazywanie winy na innych pozwala chwilowo poczuć się bezpiecznym.

Pasywna agresja, unieważnianie czyichś uczuć, wykluczenie, ironia uderzająca w najczulsze punkty, chłód urzędnika czy pielęgniarki – to wszystko przykłady mikroagresji i emocjonalnej przemocy, które działają w codziennym życiu. Ich siła tkwi w tym, że stają się rutyną, akceptowaną przez społeczństwo. Badania psychologiczne pokazują, że mózg człowieka reaguje automatycznie na stres, lęk i zagrożenie: kiedy nie czujemy bezpieczeństwa, szukamy łatwej ulgi w dominacji nad innym, w wyśmianiu, w dystansie. To nie usprawiedliwia, ale tłumaczy, dlaczego tak często działamy wbrew deklarowanym wartościom.

Wartość społeczna i moralna naszych działań rozszczepia się: deklarujemy empatię, szacunek, odpowiedzialność, a w codziennym życiu działamy według schematów lęku, agresji lub przyzwyczajenia. Psychologia nazywa to rozszczepieniem wartości i reakcji. Chciwość uwagi, potrzeba posiadania racji, emocjonalna bezduszność – wygrywają z najpiękniejszymi hasłami o szacunku i miłości bliźniego. Tworzymy świat, w którym „powinno być dobrze”, a w praktyce codziennie ranimy innych.

Transgeneracyjny wymiar tej normalnej nienormalności jest równie istotny. Wielu z nas powiela schematy, które odziedziczyliśmy: surowość rodzica, chłód dziadka, pogarda szefa – to „jedyny język relacji”, jaki znamy. Psychologia określa to jako dziedziczenie traumy i wzorców społecznych. Rodzic, który surowo ocenia każde potknięcie dziecka pod płaszczem „hartowania”, czy szef, który stosuje chłód jako narzędzie zarządzania, powiela mechanizm, który kiedyś służył przetrwaniu, a dziś rani. Brak złej intencji nie unieważnia skutku – można chcieć dobrze i jednocześnie niszczyć pewność siebie, poczucie wartości i spokój drugiego człowieka.

Wyjście z tej normalnej nienormalności nie wymaga rewolucji ani manifestów moralnych. Wymaga świadomego zatrzymania się i nazwania mechanizmów. „To, co robisz, jest pasywną agresją”. „To nie jest żart, to umniejszanie”. „Twoje milczenie jest formą nacisku, na którą się nie zgadzam”. To nie jest atak – to przywracanie porządku i świadomości. Od takich mikrodecyzji, od jakości kolejnej rozmowy zależy, czy normalna nienormalność utrzyma moc, czy zacznie tracić grunt pod nogami.

Każdy gest, słowo, spojrzenie i reakcja mają znaczenie – w tramwaju, w sklepie, w pracy, w saunie, w urzędzie, na ulicy, wśród znajomych, w każdej codziennej sytuacji. Tworzymy świat nie deklaracjami, lecz świadomą jakością naszych interakcji. Kiedy choć jedna osoba przestaje uczestniczyć w mechanizmach pogardy, agresji i dystansu, normalność przestaje być przeznaczeniem, a staje się wyborem.

Scroll to Top