Będąc w ciszy, spotykamy to, co od dawna było tuż obok, a czego nigdy nie zauważyliśmy. Nie trzeba nic robić, nie trzeba nic zmieniać — wystarczy pozwolić, by moment stał się pełny, choć ulotny. To przestrzeń, w której znikają naglące myśli i widać dokładnie, co jest prawdziwe: własny oddech, własna obecność, własne miejsce w tym świecie.

Nie chodzi o osiąganie, o postępy, o wyniki. To nie jest lista zadań ani plan do realizacji. To subtelne poruszanie się wśród własnych odruchów, myśli i reakcji. To spotkanie z samym sobą w takim stanie, w jakim pojawia się tu i teraz, bez filtrów i oczekiwań.

W tej ciszy odkrywa się mechanizm świata wewnętrznego — prosty, precyzyjny, nienarzucający. Każdy oddech staje się drogowskazem, każde zatrzymanie — punktem odniesienia. Nie ma nikogo do przekonania ani niczego do udowodnienia. Jest jedynie obserwacja i delikatne zauważanie, które stopniowo tworzy mapę tego, czym jesteśmy.

To jest początek, fundament. W tym miejscu rodzi się świadomość, która potem prowadzi przez kolejne filary — rozpoznanie mechanizmów i dojrzałe działanie. Ale zanim to nastąpi, trzeba pozwolić sobie na pełną obecność tu, w ciszy, w tym jednym, prostym spotkaniu ze sobą.

Scroll to Top